

Nadeszła wiekopomna chwila, w której ogień po raz pierwszy liźnie przygotowane przez nas mięsiwo. Aby zaś płomyczki mogły wesoło tańczyć, a kiełbaski ochoczo skwierczeć, pamiętać należy o kilku drobiazgach.
Podstawą wszelkiego ognia jest użyty w palenisku węgiel. Należycie dobrany zagwarantuje sukces i powodzenie naszemu grillowaniu. Lepiej jest zatem wybrać węgiel drzewny, o dość dużych kawałkach. Takie bowiem najłatwiej rozpalić, rozpalone zaś, równomiernie się wypalają.
Sam węgiel, oczywista, nie wystarczy. Krokiem następnym będzie zatem wynalezienie czegoś, co nazwać można podpałką. Podpałki możemy wykorzystać w dwojaki sposób. Jeżeli los chciał, byśmy byli w posiadaniu podpałki płynnej, wystarczy jedynie równomiernie polać przygotowane i ułożone węgielki. W przypadku tych drugich, stałych, będziemy zmuszeni do nieco bardziej wytężonej pracy. Po podpaleniu takowej, ostrożnie obkładamy podpałkę węglem, pamiętając, by nie zasypywać niczego miałem. Wkrótce węgielki powinny przejąć żar.
W całej operacji, która potrwać może od kilku do kilkunastu minut, w zależności od talentów podpalającego, posiłkować się możemy nadmuchami powietrza. W skrajnych przypadkach wystarczy doustnie dmuchać na palenisko(aczkolwiek odradza się podobne praktyki ze względów bezpieczeństwa - łatwo oparzyć twarz i oczy), jeżeli jednak chcemy bardziej profesjonalnie podejść do sprawy, możemy zaopatrzyć się w specjalne wentylatorki.
Aby w pełni przestrzegać grillowego BHP, przypominamy, iż okolice paleniska nie są dobrym miejscem do dziecięcych zabaw. Grilla nie przenosimy, w czasie, kiedy węgle wciąż się żarzą, a także staramy się unikać polewania potraw tłuszczami. Złym pomysłem będzie użycie benzyny, czy rozpuszczalnika jako uniwersalnej podpałki.