

Grillowanie jest nie lada sztuką. Według niektórych, sztuka ta sprowadza się do wzniecenia niemal pożaru na palenisku, w którym to pożarze kiełbaski będą skwierczały niczym w ogniu piekielnym. Śmiem jednak twierdzić, iż nie o to w tym wszystkim chodzi.
Aby pieczeń zyskała na smaku, potrawy należy rozłożyć w momencie, gdy pożegnamy strzelisty ogień, a na palenisku spokojnie żarzyć się będą węgle. Należy zwrócić uwagę na warstwę popiołu, albowiem im grubsza ona jest, tym niższa będzie temperatura żaru.
Pozwólmy w spokoju dochodzić kawałkom naszego mięsa do najwyższej smakowitości. Nie przewracajmy go zbyt często, pozwalając, by żar zrobił swoje. Od czasu do czasu na powierzchni naszych potraw może znaleźć się cienka warstwa marynaty, lub oliwy, co wpłynie na soczystość mięsiwa i warzyw.
Dość często w stronę opiekuna paleniska, zgromadzona ludność rzuca pytanie o gotowość danego kawałka. Kiedy zatem mięso można z czystym sumieniem podać na talerz? Wystarczy lekko przycisnąć owy kawałek do rusztu. Jeżeli ten(kawałek, nie ruszt), ugnie się z łatwością, znak to będzie, iż musi jeszcze poleżeć, objęty żarem.
Aby sprawdzić, czy drób jest gotów do spożycia, nakłuwamy go lekko. Omenem zwiastującym dobry posiłek będzie wypływający z nakłucia, biały sok.
Więcej zabawy jest w przypadku ryb, te bowiem trzeba naciąć. Jeżeli mięso w środku nadal będzie przeźroczyste, ryba jest jeszcze chwilowo dyskwalifikowana z całej zabawy.
Potem zaś, gdy żar zgaśnie, nie spoczywamy na laurach i dzierżąc twardą łopatkę, czyścimy ruszt. Ciepły, łatwiej poddaje się temu procesowi. Pod żadnym pozorem nie myjemy rusztu wodą, chyba że życzymy mu rychłego zardzewienia.